Ciemność. Nie wiem gdzie jestem. Wnioskując po zapachu i konturach, mogłam sądzić, że gdzieś daleko. Nigdy nie byłam w tych rejonach. Na pewno jestem gdzieś za miastem. Idę przed siebie. Pod nogami czuję dość duże kawałki kamieni. Potykam się. Leżę na ziemi. Tory. Słyszę dźwięk. Jedzie pociąg. Nie mogę się podnieść. Coś mnie przytwierdziło do ziemi. Nie chce puścić. Krzyczę. Odpowiada mi cisza. Pociąg jest coraz bliżej. Nagle pojawia się ON. Jest piękniejszy niż zwykle. Podnosi mnie. Z taką łatwością jak piórko. Jestem w JEGO ramionach. Boję się. Jest niebezpieczny. Wiem o tym, ale nie mogę trzymać się z daleka od NIEGO. Tak jakby coś mnie do NIEGO przyciągało. Unosimy się w powietrzu. Latamy. JEGO skrzydła są cudowne. Nie powinnam, ale dotykam chociaż jednego pióra. Miękkie. Delikatne. Nie widzę JEGO twarzy. Jest dla mnie zagadką. - Aż tak bardzo zanudzałem?- zapytał mnie Lucas. Popatrzyłam na niego za zdezorientowaniem w oczach. - Przespałaś prawie 3/4 drogi- wyjaśnił.
- To ja spałam?- ten sen był taki realistyczny. Chociaż... Czarny śnieg... Tak, to musiał być sen.
- Całą drogę, ale teraz jesteśmy już na miejscu
- Boże, przepraszam- powiedziałam zawstydzona. No świetnie! Jeszcze się przy nim skompromitowałam!
- Przepraszasz za coś, co nie zależy od ciebie? Byłaś śpiąca to zasnęłaś. Nic się nie stało- uśmiechnął się do mnie. Czy on chce, żebym na zawał zeszła?!- Niestety teraz musimy iść, bo mamy historię.
Mina od razu mi zrzedła. Pani Lewis mnie nie lubi. Przecież ja nic takiego nie robię. Siedzę cicho i uważam na lekcjach, a ona się czepia. Albo, że za krzywo siedzę, albo, że patrzę się na tablicę, a nie na nią. Może jeszcze zakaże mi oddychać na lekcji. Westchnęłam i wysiadłam z auta. Od razu powitały mnie mordercze spojrzenia moich koleżanek ze szkoły. No tak! Przyjechałam z Lucasem samochodem, siedziałam z nim, rozmawiałam, oddychałam tym samym powietrzem, co on... Jestem już martwa.
- Przyjdziesz na dzisiejszy mecz, skarbie?- zapytał mnie Matt, który nagle pojawił się koło mnie, obejmując ramieniem.
- Yyyy...- byłam strasznie zaskoczona. Po pierwsze, że powiedział do mnie skarbie, a po drugie, że uwiesił na moich ramionach swoją rękę. - Nie wiem
- Jak to?! Przychodzisz i koniec- powiedział pan od-dzisiaj-będę-cię-naywał-skarbie-bo-tak-jest-ładnie.
- Ale ja naprawdę nie wi...- nie dokończyłam, ponieważ ktoś mi przerwał.
- Myślę, że to dobry pomysł. Przyjdź. Będzie fajnie- znowu! Znowu to zrobił! Czy on nie wie, że jego uśmiech doprowadza dziewczyny do omdlenia?
- Hej, Meys- usłyszałam w oddali. Chwilę później pojawiła się Elena. Podeszłą do mnie i pocałowała w policzek, a chłopcom... Wróć. Lucasowi, posłała uśmiech.
- Hej- przywitałam ją. Wyglądała cudownie. Zresztą jak zawsze.
- Ej, Elena- zagadnął ją Matt. Po grymasie dziewczyny zgadłam, że nie chce z nim rozmawiać. I miałam rację
- Czego chcesz, człowieku, który nawet nie wie, co to jest mózg i jak go używać?
- Czemu z nami tak się nie witasz?- wszyscy dobrze wiedzieli, że chodziło o to czemu z nim się tak nie wita.
- Hmm... Zastanówmy się... Bo cię nie lubię? A nawet jakbym cię lubiła to i tak nie zasługujesz na moją uwagę. Meys, zbieraj się- zwróciła się do mnie. - Chłopcy chyba muszą jeszcze porozdawać autografy- wskazała palcem na wianuszek dziewczyn, które kroczyły w naszą stronę.
- To do zobaczenia na meczu- powiedział Lucas i puścił do mnie oczko. Jeeeeezu, ja nie wytrzymam! Boże, zabij mnie ktoś! On jest cudowny! Uspokój się, Maya. Przecież to tylko Lucas. Najprzystojniejszy chłopak w szkole... I jeszcze puścił do ciebie oczko! Elena, moja wybawczyni dziękuję ci, że mnie za sobą ciągniesz, bo bym na nogach nie ustała.
- A więc Lucas, tak?- zapytała mnie, kiedy byłyśmy już w szkole. - Miłość jest cudowna
- C-co? J-jaka miłość? E-Elena, co ty bierzesz?
- Jak na razie nic, ale to się może zmienić. A wracając do tematu... On ci się podoba.
- Wcale nie!- zaprzeczyłam szybko. - Jesteśmy tylko znajomymi ze szkoły. T-Y-L-K-O znajomymi
- Yhym... A ja nazywam się Gertruda i mam ogród, w którym hoduję bakłażany- nie. Ona nie była sarkastyczna. - Rumienisz się za każdym razem, kiedy jest obok. I do tego robisz się bardziej nieśmiała. Mówię ci. To miłość.
- Głupia jesteś- powiedziałam, ale i tak wiedziałam, że z rumieńcami miała rację. Tylko nie byłam pewna, czy ktoś inny też je widział. - Poza tym nie tylko przy nim jestem nieśmiała. Taka już moja natura, co zrobić?
- Dlatego się przyjaźnimy- powiedziała do mnie Els. - Ty mnie będziesz uspokajać jak będę chciała komuś złamać nos, a ja będę wyciągać cię z opresji. Mam tu na myśli, że nie będziesz musiała zostać z L. sama. Zawsze będę obok.
- Czemu jak powiedziałaś 'ktoś' od razu pomyślałam o bezmózgowcu?
- Bo miałaś rację. Taaak, on jest pierwszym kandydatem na liście do pobicia- popatrzyła na mnie i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy zadzwonił dzwonek, ruszyłyśmy do klasy.
Lekcja była w miarę normalna chociaż pani Lewis i tak się mnie o wszystko czepiała. Zostało nam 15min. do końca. Teraz to już będzie spokój... a może nie? Ktoś zapukał do drzwi. Oczy wszystkich skierowały się w tamtą stronę. Do sali wszedł... Kevin?!
- Dzień dobry- pokłonił się nauczycielce. Stare nawyki z dawnej szkoły zostają. - Chciałem tylko dać coś Mayi
Wszyscy teraz wpatrywali się we mnie. Ja za to miałam szeroko otwarte i oczy, i buzię. Yah, jakim prawem on tu przyszedł?!
- Y-y-y, oczywiście- wybąkała nauczycielka. Oszołomiła ją pewnie uroda mojego brata. Naiwna. Pod tą słodką buźką kryje się diabeł wcielony, który właśnie teraz chce zrujnować mi życie. Dlaczego?!
- Ej, śliczna! Nie zostawiłaś czegoś w domu?- zapytał mój brat, trzymając moje klucze w ręce.
- To nie mogłeś mi o tym normalnie powiedzieć przez telefon tylko wpadasz do mojej szkoły od tak, żeby mi klucze wręczyć? A co jakby cię któraś z dziewczyn rozpoznała?- powiedziałam po koreańsku.
- Nie martw się, śliczna, o mnie. Złość piękności szkodzi- oczywiście musiał powiedzieć to po angielsku, żeby wszyscy zrozumieli. On mnie wykończy!- Trzymaj, bo się spieszę. W domu pogadamy- wcisnął mi klucze w rękę, pocałował w policzek po czym udał się do wyjścia. Wszyscy wpatrywali się we mnie. Zagryzałam wargi, żeby tylko nie krzyknąć jaki on jest głupi. Kiedy szłam do swojej ławki, Els patrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Nie chcesz wiedzieć- podpowiedziałam jej przez zaciśnięte zęby. Reszta lekcji minęła spokojnie. Dzwonek obwieszczający przerwę, zadzwonił znacznie szybciej niż się spodziewałam. Może to i lepiej? Następną lekcją wył w-f. Nie to, że byłyśmy jakimiś fankami kopania piłki, czy biegania, ale poszłyśmy tam szybciej ze względy na to, że, jak twierdzi Elena, jest za mało czasu na przebranie się. Taaaak, bo oczywiście każdemu nie starcza 10min. na przebranie się to ja jestem dziwna, a nie Els. Kiedy weszłyśmy do szatni, powitaly mnie mordercze spojrzenia reszty koleżanek. Jedna z nich, Cassidy, podeszła do mnie, z wystawionym przed siebie palcem.
- Ty- pokazała na mnie. - Myślisz, że nie wiem, co kombinujesz
- A-ale, co ja kombinuję, co?- zapytałam, nie wiedząc o co chodzi.
- Chcesz mi odebrać Lucasa
- ŻE JA, CO?!- teraz to już przesadziła. Przecież ja z nim nawet nie umiem normalnie porozmawiać...
- Nie udawaj. To, że jesteś nowa w szkole, nie znaczy, że masz mi przeszkadzać. Lucas będzie moim chłopakiem i nie przeszkodzi mi w tym- tu zmierzyła mnie wzrokiem. - Taka brzydko ubrana i bez gustu dziewczyna
- No tak, bo żeby być kimś to trzeba ubierać się na różowo i świecić tyłkiem po całej szkole w za krótkich spódniczkach- włączyła się do rozmowy Elena. - Weź dziewczyno się odsuń, bo mi swoimi perfumami powietrze zabierasz
- Pfff- Cassidy machnęła włosami i zwróciła się do mnie. - Jeszcze raz zobaczę cię przy nim to...
- To co? Zabijesz ją miotaczem do cyrkonii? - Els się zaśmiała. Potrafiła mnie obronić... I za to jej dziękuję. - Albo zakażesz jej na siebie patrzeć? Uwierz mi. Ja bym się z tego cieszyła
Elena chciała coś jeszcze dodać, ale dzwonek jej przeszkodził. Przebrałyśmy się szybko i udałyśmy na salę.
Jakie byłyśmy zdziwione, kiedy odkryłyśmy, że będziemy mieć w-f na dworze, ponieważ 'jest ładna pogoda'
Na nic nie zdały się nasze błagania zostania w sali. I tak musiałyśmy wyjść. Nie chciałam ćwiczyć na dworze, ponieważ...
- Dziewczyny, a co wy tu robicie?- zapytał zdziwiony Matt. No właśnie. Ponieważ Lucas i jego drużyna ma trening przed meczem. Jakoś nie mam ochoty, żeby gapili się na mnie jak gram.
- Przyszłyśmy wydoić jednorożca, ale niedźwiedź zabrał nam małpę, która robiła za krzesło- odpowiedziała sarkastycznie Els. Chyba nie zrozumiał, bo teraz wpatrywał się w nią i mrugał oczami. - W-f mamy, palancie!
- To trzeba było tak od razu
Elena westchnęła zirytowana. Ją to łatwo było zdenerwować. Rozejrzałam się po boisku. Widziałam wszystkich oprócz jednej osoby.
- Rozglądasz się za szczęściem czy raczej kogoś szukasz?- usłyszałam głos tuż przy moim uchu. Lucas. Odskoczyłam jak oparzona.
- Nie wiesz, ze nie wolno straszyć ludzi? Mogłam tu zemdleć- powiedziałam oburzona i wydęłam policzki.
- Oooo... Zobacz jaka słodka- Lucas zwrócił się do Matta, który wykłócał się o coś z Eleną. Trzymał mnie za policzki i tarmosił.
- Ej, ej, ej! Jej jeszcze kiedyś przydadzą się policzki, tak? - Els ruszyła mi na pomoc i odciągnęła ręce L. od mojej twarzy.
- Dziękuję- uśmiechnęła się do mnie.
Nagle zobaczyłam na budynku grecką omegę. Taką jak wtedy na zajęciach. Teraz emanowała jakimś dziwnym światłem. Głowa zaczęła mnie strasznie boleć i miałam zawroty głowy.
- Em... Maya, wszystko dobrze?- zapytał mnie Lucas, widząc, że coś jest nie tak.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo przed oczami zrobiło mi się czarno i zasnęłam.
No i tak ma być...kolejny rozdział!!! Masz wstawiać regularnie bo nie wytrzymam!!!
OdpowiedzUsuńpozdro :*
Lili xoxo ;)
CHYBA TY! :*
UsuńI następnym razem ja wygram naszą wymianę bezsensownych zdań i mnie nie pojedziesz <3333
spoczko od pawixa =)
OdpowiedzUsuń