Park. Ciemność i lodowaty wiatr. Jednak ja siedziałam na ławce i czekałam aż coś się wydarzy. W oddali słyszałam przerażające krzyki i wrzaski. Przeraziłam się. Niestety nie mogłam wstać z miejsca. Jakby jakaś siła chciała mnie zatrzymać. W końcu zobaczyłam JEGO. Piękny jak zawsze. Ciemnobrązowe oczy były utkwione w mojej osobie. Chciałam uciekać. Jest niebezpieczny, boję się go, - Maya! Proszę mi powiedzieć, co jest takie ciekawe, że nie możesz skupić się na lekcji?- nauczycielka stała przede mną ze zdenerwowaniem w oczach. Spojrzałam na moją klasę. Wszyscy patrzyli się na mnie. No pięknie... Zrobiłam z siebie idiotkę już na pierwszej lekcji...
- Yyyyy... Przepraszam- powiedziałam do niej.Czułam się głupio. Była to moja pierwsza lekcja zajęć artystycznych, a już wpadłam.
- Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy
- Oczywiście
Kiedy ponownie spojrzałam na kartkę, zobaczyłam na niej znak. Był on ledwo widoczny, ale jednak. Przedstawiał grecką omegę. Chciałam bardziej mu się przyjrzeć, ale zniknął. Dziwne. Nie wnikając w to, co się przed chwilą stało, zaczęłam szkicować. Najgorsze było to, że musiałam to robić przy innych. Nie lubię jak ktoś patrzy na to, co robię. A tutaj bez tego się nie obejdzie. Dodatkowo kolejną taką przeszkodą było to, że siedziałam koło Lucasa- chłopaka, który podobał się wszystkim dziewczyną w mojej szkole. Sprawiło to to, że teraz kiedy mówi coś do mnie, a robi to nieczęsto, czuję na sobie morderczy wzrok moich koleżanek. Oczywiście chciałam zmienić miejsce, ale pani stwierdziła, że na końcu nie będę siadać, bo coś tam coś tam. No i tak zostałam wrogiem publicznym numer 1 wśród dziewczyn... I to w ciągu tygodnia...
- Jeśli dalej nie będziesz rysować pani Winston znowu będzie wrzeszczeć- usłyszałam. Był to Matt, który siedział koło mnie... Oczywiście, że ławki musiały być trzyosobowe... Teraz musiałam się użerać z nim i panem małomównym. Według mnie to nawet siedział za blisko. Prawie stykaliśmy się ramionami, a przecież niedawno miałam tyle wolnej przestrzeni...
- Nie mogę się skupić- powiedziałam, co po części było prawdą.
- To pewnie przeze mnie- oznajmił, na co ja zareagowałam podniesieniem brwi. - Zapewne myślisz o naszej jutrzejszej randce
- O CZYM?!- wytrzeszczyłam na niego oczy. Czy on sobie jaja robił?!
- No o naszej jutrzejszej randce, na którą Ciebie zapraszam- uśmiechnął się do mnie.
- Eee... Matt... To miło z twojej strony, ale...- nie zdążyłam dokończyć, ponieważ przerwała mi Elena.
- Boże człowieku- widać, że była lekko zirytowana. - Nie widzisz, że Maya nie jest zainteresowana Twoją ofertą? Mógłbyś się też od niej odsunąć, bo dziewczyna ledwo oddycha. To pewnie przez to, że zabierasz jej tlen.
Matt posłał jej mordercze spojrzenie, ale zastosował się do jej poleceń. Obróciłam się do niej i powiedziałam nieme 'dziękuje'. W odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Nie wiem czemu ludzie w szkole jej nie lubią. To, że czasami jest sarkastyczna i wredna nie znaczy, że jest taka zawsze. Rozmawiałam z nią chyba z 8 razy i wydaje się być całkiem inna osobą. W końcu rozbrzmiewa dzwonek, a ja jestem uratowana. Pani W. kazała nam zabrać prace i dokończyć w domu. Jak fajnie, że nie musiałam tego kończyć na lekcji. Była długa przerwa, dlatego udałam się na stołówkę. Kiedy tylko tam weszłam, oczy wszystkich zwróciły się na mnie.
- Ej! Rusz się, bo wrośniesz w podłogę- usłyszałam Elenę i jej śmiech.
- Co jest dziwnego w tym, że jem na stołówce?- zapytałam ja.
- No wiesz... Masz na talerzu sałatkę... Wszyscy myśleli, że będzie to pies
- Nie jem psów... Jestem wegetarianką
- Wiem, ale oni nie- skierowałyśmy się w stronę stolika, który był na samym końcu sali. Elena zawsze tam jadała, a skoro nie miała nic przeciwko to poszłam za nią.
- Wiesz co? Chyba cie lubię- powiedziała dziewczyna, jedząc makaron.
- Serio?- byłam zdziwiona, bo ona pierwsza mi to powiedziała.
- Tak. Nie jesteś taka jak tamte plastiki- pokazała na stolik, przy którym siedziały cheerleaderki. - Jesteś fajniejsza. I ubierasz się normalniej.
Parsknęłam śmiechem. Ma racje. Nie noszę spódniczek, które ledwo zakrywają mi tyłek... No i nie mam kilogramów tapery na twarzy.
- Tylko wiesz- kontynuowała Elena. -Nie wiem czy wiesz, ale jak będziesz się ze mną przyjaźnić to zainteresowanie Matta może spaść do zera
- Może to i lepiej? Wkurza mnie. Jest taki nachalny
- Myślałam, że powiesz boski- popatrzałyśmy po sobie, a potem wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Zastanawia mnie tylko jedno... Co wiesz o Lucasie?- zapytałam ją.
- O panie wiem-że-jestem-wspaniały-ale-sie-do-tego-nie-przyznam?
- Yyyy... chyba tak
- Wiem o nim tylko tyle, że to kapitan drużyny footballowej i, że nie ma dziewczyny... Bo o to ostatnie ci chodzi, prawda?
- CO?!- zachłysnęłam się wodą, którą piłam.- Wcale nie
- Yhym... Jasne, jasne
- Słuchaj... Na lekcji się do mnie nie odzywa, a jak usiadłam na tamtym miejscu wszystkie dziewczyny popatrzyły na mnie z mordem w oczach. Mam się bać?
- Zważywszy na to, że to najprzystojniejszy chłopak w szkole, a do tego singiel... To tak... Masz się bać
- O rany
Nie zdążyłam nic więcej dodać, bo rozbrzmiał dzwonek na lekcje. Reszta zajęć minęła mi całkiem szybko. Może, dlatego że ktoś w końcu mnie lubi? Jak to na jesień przystało przez całą drogę podziwiałam żółto-brązowe drzewa. Postanowiłam wstąpić do Starbucksa po kawę dla mnie i dla taty. Na pewno nic nie pił ani nie jadł odkąd poszedł do pracy. Mój ojciec założył własną bibliotekę. Bardzo o tym marzył, ale w Tokyo nie miał takiej możliwości. Dlatego wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii. Poza tym nie chciał mieszkać w mieście, w którym miał tyle niemiłych wspomnień. Mama najpierw go zdradziła, a potem zostawiła dla jego najlepszego przyjaciela. A zrobiła to tylko dlatego, ze był on bogatszy od taty. Głupia materialistka. W końcu dotarłam na miejsce. Mimo tego, że biblioteka została otwarta kilka dni temu to już miała dużo klientów. Tata twierdził, że to dlatego, że ja mu pomagam. Tata i te jego wymysły. Ja i tak wiedziałam, że to dlatego, że ojciec naprawdę dba o to miejsce.Weszłam do środka. Tam od razu powitał mnie widok mojego rodzica, stojącego na drabinie i układającego książki w porządku alfabetycznym. Westchnęłam i weszłam głębiej do pomieszczenia. Powitałam panie, które siedziały w małej kawiarence.
- Przyniosłam ci kawę- powiedziałam, kładąc torbę na ladę.
- Tak, tak... Możesz rozpakować te pudła?- wskazał ręką na owe rzeczy.
- No dobrze- zabrałam się do roboty. Miałam rozpakować 5 wielkich pudeł i 3 małych. Jak miło. Zaczęłam otwierać już 2 pudło, kiedy ktoś położył mi rękę na ramieniu.
- Pomóc ci?
Obróciłam się. Byłam w szoku. Przede mną stał Lucas. I jeszcze do mnie mówił.
- C-c-co ty tu robisz?- zapytałam, wpatrując się w niego jak w kosmitę.
- Pracuję?
- A no t-t-tak- JEZU, CZY JA MUSZĘ SIĘ JĄKAĆ?!
- Więc jak? Chcesz pomocy czy mam się zająć klientami?
- Yyyy... możesz mi pomóc
Przez 2 godziny walczyliśmy z tym, co tata kazał nam układać. Jednak muszę powiedzieć, że było całkiem fajnie. Nie mogłam się powstrzymać od patrzenia na niego. Raz nawet nasze oczy się spotkały. Ja spłonęłam rumieńcem, a on się uśmiechnął.Tak sobie myślę, że od dzisiaj polubię pracę w bibliotece. Spędziliśmy tam tyle godzin, że nawet nie zdaliśmy sobie sprawy, że jest już ciemno na dworze. Miałam dzisiaj wracać sama, ponieważ tata jechał na jakieś spotkanie.
- Lucas odprowadzisz Mayę do mojego domu, prawda?- zapytał ojciec, kiedy skończyliśmy pracę.
- Oczywiście, panie Cook- przytaknął mu. Zdziwiłam się, ale nic nie powiedziałam. Po paru minutach byliśmy już w drodze.
- Yyy... Mam nadzieje, że wiesz, że nie mieszkam w Londynie, prawda?- zapytałam go.
- Wiem. Mieszkasz tam gdzie ja- powiedział, a ja wybałuszyłam oczy. Jak to on mieszka... CO?!
- Serio?
- Nooo... Mieszkasz w Holmes Chapel... Kilka przecznic dalej ode mnie- uśmiechnął się do mnie. Świetnie. Nie dość, że muszę z nim chodzić do szkoły, 'pracy' to jeszcze mieszka koło mnie.... Te dziewczyny mnie znienawidzą... Jeszcze bardziej niż teraz
- Ekhm... Jedziemy autobusem?- zapytałam.
- Nie. Mam tu samochód... No chyba, że wolisz czekać godzinę na następny- widząc moją minę, otworzył rozbawiony drzwi pasażera i gestem zaprosił mnie do środka.
Jechaliśmy tak z 30 min. (uznajmy, że Holmes Chapel jest bliżej niż w rzeczywistości :)) Lucas prawie w ogóle się nie odzywał. Może to i lepiej... Przynajmniej mogę się skupić na czymś innym. Przez całą drogę podziwiałam krople wody, które spływały po szybie. Właśnie leciała moja ulubiona piosenka, więc zaczęłam cicho śpiewać. Naprawdę miło się z nim... hmm... milczało. Same jego towarzystwo jest wystarczające, żeby czuć się dobrze. Nagle poczułam, że ktoś stuka mnie w nogę.
- Już jesteśmy- powiedział do mnie Lucas. Nawet nie zauważyłam, że dojechaliśmy na miejsce.
- Yyy.. to dziękuję za podwiezienie i rozpakowanie pudeł- wysiadłam i powiedziałam jeszcze. - To do zobaczenia jutro
- Jak chcesz możesz jechać ze mną do szkoły. Przyjadę o 7:30- i ruszył.
Chyba nie miałam już nic do powiedzenia. Pokiwałam głową i udałam się do domu. W środku czekała na mnie kolacja i jeszcze kilka godzin odrabiania lekcji. Weszłam do salonu. Nie spodziewałam się, że ktoś może wejść za mną do domu nieproszony...