Od razu skierowałam się do kuchni. Byłam głodna jak nigdy w życiu. Zajrzałam do lodówki. Zobaczyłam wszystko starannie poukładane w pojemniczkach wedle koloru i chyba w porządku alfabetycznym. Wzięłam pierwsze lepsze pudełko z półki i otworzyłam.- No to na kolacje jemy... łososia- powiedziałam do siebie. To całkiem miło ze strony Dorothee. Była ona naszą gosposią, sprzątaczką i pokojówką w jednym. Jak na swoje lata jest bardzo wysportowana...i nienormalna... No bo kto biegłby za samochodem tylko dlatego, że zapomniałam śniadania? Zastępowała mi praktycznie matkę... choć nigdy by się do tego nie przyznała. Wiem też, że bardzo mnie lubi, ale nie okazuje tego w żaden sposób. Bardzo często na mnie krzyczy i wytyka, co jest źle...ale i tak ją kocham. Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać jakieś bajki. Tak. BAJKI. Jak nie oglądnę przynajmniej jednej, to nie mogę spać w nocy. Jest to dość nietypowe, ale co ja mam na to poradzić? Akurat leciała "Piękna i Bestia" Zawsze oglądałam je z bratem. Teraz pozostało mi tylko siedzieć w samotności i zajadać się jedzeniem, które i tak po jakimś czasie mi się znudzi. Mój brat- SungHyun, albo Kevin, jak kto woli, wyjechał i raczej już nigdy nie wróci. Ma 'lekki' konflikt z tatą. Prosiłam... Ja nawet błagałam, żeby nie wyjeżdżał, ale on miał mnie głęboko w dupie. Tak jak każdy w tej chwili. Bajka się skończyła, a ja dalej patrzyłam w telewizor. Nie chciałam być sama. Siedzenie w pustym domu przypomina mi o tym, że praktycznie nikt o mnie nie dba. Nawet Dorothee. Może i jest w domu w ciągu dnia, ale jak przychodzę ze szkoły to już jej nie ma. Smutne, ale prawdziwe. Miałam właśnie sięgnąć po pilota, kiedy nagle zgasło światło. To było dziwne, ponieważ sama widziałam jak tata opłacał rachunki za prąd. Do tego dołączyły się jeszcze dziwne dźwięki dochodzące z dworu. Nie dość, że zaczęło padać i grzmieć, to jeszcze miałam takie wrażenie, że ktoś jest razem ze mną w domu. Wstałam z kanapy i rozejrzałam się po salonie. Niebo dzisiaj było bezchmurne, tak więc księżyc oświetlał teraz całe pomieszczenie. Dziwne było to, że mamy czyste niebo, a jednak pada i grzmi. Natura chyba też mnie nienawidzi.Wstałam z kanapy i spróbowałam dojść do kuchni. Byłam już w przedpokoju, kiedy nagle usłyszałam dźwięk skrzypiącej podłogi. Dochodziły one z góry. Zamiast jak normalny człowiek uciec, ja wolałam sprawdzić, co dzieje się na 'moim' piętrze.Skierowałam się w stronę schodów. Kiedy byłam już na szczycie poczułam przeraźliwe zimno. Do tego doszły kolejne dziwne dźwięki. Byłam już totalnie przerażona, więc szybko pognałam w dół. Zatrzymałam się w połowie salonu. Rozejrzałam się, kiedy nagle coś za mną skrzypnęło. Wzięłam szklaną figurkę do ręki i obracając się, rzuciłam nią w przestrzeń. Usłyszałam dźwięk upadającego przedmiotu i czyjeś przekleństwa... Nie należały jednak one do taty. Nagle światło się zapaliło, a moim oczom ukazał się mój brat... z krwawiącą ręką i zdezorientowaną miną.
- S-SungHyun?! Co ty tu robisz?!
- Krwawię!- jęknął w odpowiedzi.
Szybko pobiegłam po apteczkę. Kiedy wróciłam Kevin siedział na kanapie i wpatrywał się jak krople krwi na jego ręce spadają na podłogę.
- KEVIN, JA JĄ WCZORAJ MYŁAM- wydarłam się na niego.
- Nie trzeba było rzucać we mnie... tym czymś- odburknął, urażony tym, że na niego naskoczyłam.
- Przestraszyłeś mnie- powiedziałam już spokojniej, opatrując jego rękę.
Nastała chwila ciszy... Boże, gdyby tylko chwila. Miałam wrażenie, że to ciągnęło się w nieskończoność. Musiał przyjeżdżać. Akurat teraz, kiedy wszystko miało być dobrze. Kiedy ja poradziłam już sobie z myślą, że mój własny brat wolał jakiś zespół i karierę, ode mnie. Teraz na nowo chce mi się płakać... Ale nie dlatego, że wyjechał. Dlatego, że przyjechał, a ja zdałam sobie sprawę, że jednak tęskniłam... A nawet bardzo. Czułam jak mi się przygląda. Nie chciałam się rozpłakać przy nim. Chciałam, żeby zobaczył, że jestem silna... Że nie zrobiło na mnie wrażenia to, że nas opuścił... Że mnie opuścił. Jednak nie dałam rady i już po chwili pierwsze łzy spływały mi po policzkach prosto na jego rękę.
- Przepraszam- powiedział, ścierając moje łzy. - Przepraszam... Byłem głupi... Ja...
- Myślisz, że to coś pomoże?- zapytałam go. - Kilka przepraszam i tyle? Nie było cię. Zniknąłeś. Zostawiłeś mnie samą... na dwa lata. Dzwoniłam do ciebie. Nigdy nie odbierałeś. Pisałam. Zero reakcji. Czułam się okropnie. Miałam wrażenie, że to wszystko moja wina... Że to przeze mnie wyjechałeś... Ale kiedy się dowiedziałam, że ty zadebiutowałeś w zespole, masz super fanów i przyjaciół... Poczułam się jakbym zeszła na drugi plan. Jakbym nie była dla ciebie ważna. Śledziłam każdy wasz ruch. Wywiady, teledyski, spotkania z fanami tylko dlatego, żeby ciebie zobaczyć... Ale kiedy tata uświadomił mi, że ty już nie wrócisz... Że masz lepsze życie...Odpuściłam. Przyzwyczaiłam się do tego, że praktycznie nie mam brata... Jest on gdzieś tam w domyśle, ale nikt go nie bierze pod uwagę. Kiedy ja miewałam problemy z kolegami ze szkoły, ty bawiłeś się świetnie... Beze mnie. Zaczęłam wierzyć w to, że o mnie zapomniałeś. Uwierz mi... Naprawdę miałam taką nadzieję. Nie chciałam cię znać...Nienawidziłam cię... Jednak nadal byłeś moim bratem. Te uczucia, które tak wypierałam...One nadal były. Nadal cię kochałam najmocniej na świecie...Bo w końcu miałam tylko ciebie. Naprawdę chciałam wierzyć w to, że nadal nie kochasz...Że pamiętasz o mnie... Ale coraz bardziej stawałam się realistką i po prostu przestałam. Teraz zjawiasz się w moim domu po dwóch latach niewidzenia się i czego oczekujesz? Że będę skakać na twój widok? Chciałabym się cieszyć, ale nie mogę, bo wiem, że zaraz i tak pojedziesz i mnie zostawisz... Tylko tym razem nie wiem na ile.
Teraz to już ryczałam. Zresztą nie tylko ja. SungHyun próbował się powstrzymywać, ale nie mógł. W końcu się uspokoiliśmy.
- To nie tak, ze o tobie zapomniałem- zaczął nagle. - Zawsze o tobie myślałem. Kocham cię. Jesteś moją młodszą siostrą. Tyle, że nie mogłem cię ze sobą zabrać. Ojciec by tego nie wytrzymał. Uwierz... Naprawdę nie chciałem, żebyś tak o mnie myślała...Żebyś mnie znienawidziła. Kocham cię, ale nic nie mogłem zrobić. Przepraszam.
- Nie nienawidzę cię- uśmiechnęłam cię. - Kocham cię, braciszku
- Hahahahaha... Ja ciebie też
Przytuliliśmy się. To takie przyjemne. Już od jakiegoś czasu prawie nikogo nie przytulałam. Miło jest to zmienić. Pozostało tylko jedno "ale"
- Kiedy wracasz?
- Za 2 miesiące- wybałuszyłam oczy, na co on się zaśmiał. - Razem z zespołem mamy koncert w Londynie. A ja przyjechałem wcześniej...Żeby się przywitać
Rozmawiałam z nim jeszcze bardzo długo. Leżałam głową na jego kolanach, tak jak to robiłam dwa lata temu. Opowiadał mi o tym jak to jest mieszkać z kilkoma innymi chłopakami w jednym domu. Nie zazdrościłam mu tego. Chociaż...Miał przyjaciół...Ale nie... Mieszkanie z chłopakami to nie najlepszy pomysł... I weź jeszcze się najedz jak oni ci wszystko zeżrą. W końcu chyba byłam już tak zmęczona, że zasnęłam.
Obudziło mnie mocna walenie w drzwi.
- Booooooże, co ja ci zrobiłam, że mnie tak nienawidzisz?!- jęknęłam i obróciłam się na drugi bok. Już powoli zasypiałam, kiedy nagle coś zimnego spadło na moją twarz. Krzyknęłam z przerażenia.
- KEEEEEVIN!!! CZY TY JESTEŚ NORMALNY?!- wrzasnęłam na mojego brata, który teraz stał przede mną z wiadrem i niewinną miną na gębie.
- Ale ja nie wiem o co ci chodzi- udawał. Ja wiedziałam, że udawał. No bo wiadro tak samo z siebie nie może wylać na kogoś zimna wodę, prawda?
- Ciesz się, że jeszcze żyjesz- powiedziałam z powagą. Spojrzałam na zegarek. 7:15!
- O nie...O nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie- szybko zerwałam się z łóżka. Podbiegłam do krzesła na, którym wisiały moje ubrania i poleciałam do łazienki. Kevin przyglądał się temu wszystkiemu z podniesioną brwią.
- Śniadanie masz na dole- usłyszałam jeszcze. No nie! Lucas zaraz będzie, a ja nie jestem gotowa....Boże! A co jeśli się spóźnimy? To będzie moja wina. W końcu jakoś udało mi się umieścić wszystkie ubrania na miejscu. Kiedy robiłam makijaż usłyszałam głos Kevina z dołu.
- Maya, ktoś do ciebie
- Okej, już schodzę
Wybiegłam z łazienki i w ekspresowym tempie pozbierałam książki , zeszyty i potrzebne rzeczy do torby i ruszyłam w stronę schodów. Kiedy byłam już na dole oczywiście musiałam się o coś uderzyć. Wypadło na kant od komody. Pewnie będzie siniak, ale teraz to mnie mało obchodzi. Weszłam do salonu i to, co tam zastałam mnie wmurowało. Mój brat siedział sobie BEZ KOSZULKI W SAMYCH SPODNIACH OD DRESÓW na kanapie i mierzył Lucasa morderczym wzrokiem.
- No hej wam- przywitałam się. Obaj od razu na mnie spojrzeli. Lucas wydawał się trochę zmieszany, a Kevin wręcz odwrotnie. Podszedł do mnie i pocałował w policzek.
- Maya, słońce zrobiłem ci śniadanie- powiedział uśmiechnięty.
- To miło, ale nie wiem czy się nie spóźnimy do szkoły- w tym momencie spojrzałam na naszego gościa.
- Dowiedziałem się, że dzisiaj mamy na 9:00, tak więc lepiej by było gdybyś zjadła śniadanie- odpowiedział.
- A ty nie jesteś głodny, bo tak...
- Nie dziękuję- przerwał mi.- Jadłem w domu
Na śniadanie dostałam górę naleśników z bita śmietaną, czekoladą i truskawkami. Nie zjadłabym tego sama za chiny. Dlatego Kev mi pomógł. Zajęło nam to jakieś 15 min, ponieważ mój brat w międzyczasie zaczął odstawiać jakieś dziwne tańce i przez to nie mogłam pohamować śmiechu.
- No to możemy już jechać- powiedziałam do Lucasa, który nadal siedział w tym samym miejscu, co na początku. Na dźwięk mojego głosu wstał i udał się do drzwi. Otworzył je i wyszedł. Właśnie miałam przejść przez próg, kiedy zatrzymał mnie Kev.
- Przyjadę po ciebie do szkoły, okej?
- A nie boisz się, że...
- Równiedobrze fanki mogą zajść tutaj-przerwał mi.- To nic takiego
- No to dobrze. Bądź o 16
No i poszłam. Wsiadając do samochodu, zobaczyłam, że Lucas ma jakieś zadrapania na ręce. Postanowiłam o to nie pytać, bo co jak po prostu się potknął i wywrócił? Wyjdzie na to, ze się martwię, a co wtedy?
- Nie mówiłaś mi, że masz chłopaka- powiedział po chwili myślenia. Słysząc to, parsknęłam śmiechem.
- Ale Kevin to nie mój chłopak- powiedziałam, patrząc na niego.
- Serio? Bo myślałem, że...
- To źle myślałeś- myślałam, że uduszę za to SungHyuna. Głupie dziecko. - Kevin to mój brat
Widząc jego zdziwioną minę, zaczęłam się śmiać. No co za człowiek.
- Poza tym... Nie gustuję w starszych... A i najważniejsze... Chłopak musi posiadać mózg, a to- miałam na myśli mojego brata. - Go nie posiada
Lucas parsknął śmiechem i pokręcił głową.
- Nie mam czasu na chłopców. Musze się skupić na nauce- powiedziałam z powagą.
- Ale wiesz, że tak cały czas nie pociągniesz? W końcu będziesz musiała mieć chłopaka
- A co jeśli ja wolę pójść do zakonu?
- Uwierz mi... Nie chcesz
- A co? Byłeś już?
- Nie, ale zrobiłabyś przykrość prawie 1/4 chłopakom w naszej szkole
- Niby czemu tak myślisz?- zapytałam go.
- Jesteś ładna, a to wystarczy, żeby podobać się ludziom... Wiem coś o tym- trzepnęłam go w kolano.
- No tak... Skromny to ty jesteś
- A co? Może nie?
- Nie sądzę- powiedziałam z uśmiechem.
- Wiesz... Zawsze to mogę cię tu zostawić i pojechać dalej do szkoły
- Nie zrobiłbyś tego
- A założysz się?- no głupi. G-Ł-U-P-I.
- Nie, ale i tak mam racje- wystawiłam mu język. Zobaczyłam jeszcze jego uśmiech, a potem wpatrywałam się już tylko w drogę przed nami.